Strona główna » Miejsca » Tam gdzie łączą się dwie Szwajcarie, czyli dokąd porwali nas Chłopcy

Tam gdzie łączą się dwie Szwajcarie, czyli dokąd porwali nas Chłopcy

To miała być jazda z zamkniętymi oczami. Oni nas porywają, my nie wiemy dokąd. Wiemy tylko, że w czwartek po pracy mamy być gotowe do drogi. W głowie migocze kilka domysłów, ale w sumie niepotrzebnie, to oddanie się w wir niewiadomej dodaje przyjemnego dreszczu. Poza tym spodziewamy się dobrego, bo to czerwcowa wycieczka-niespodzianka, urodzinowa dla mnie i Doroty od naszych Chłopców-Kierowców-Porywaczy. Wkrótce okazuje się być ona dla mnie jednak czymś znacznie więcej. Podążając szlakiem przyrodniczych rozmaitości, na granicy dwóch sąsiednich nam krajów, trafiamy do bajkowej krainy skalnych mostów i olbrzymów. Tam mój Rycerz klęka pod kamienną bramą i wsuwa mi na palec oczko akwamarynowego nieba, którego błękit będę nosić w sobie na zawsze…

Nasi Motocykliści wszystko skrzętnie zaplanowali. Wieczorem wspólne ognisko wśród zieleni, na rodzinnych włościach Marcina. Rześki oddech sudeckim powietrzem, aby następnego dnia z rana w pełni energii wystartować na południe. Nie wiem kiedy napisy na tabliczkach zmieniają się na czeskie. Krajobraz przecież bardzo podobny do polskiego, aż tu nagle niespodzianie wyrasta przed nami budowla jakiej oczy nasze jeszcze nie widziały…

Zamek Sloup
Gród skalny pamiętający czasy średniowiecza, potem dom pustelników…

 

Gród Skalny i Pustelnia Sloup

Podjeżdżamy pod domki wystrzelone w niebo między choinkami na szczycie piaskowcowej baszty. To nie scena z filmu fantasy, a gród warowny jeszcze ze średniowiecza, w czasie szwedzkich najazdów wypalony, a potem ofiarowany pustelnikom. Wdrapawszy się po Rycerskich Schodach na 35 m ponad okolicę, wchodzimy w skalny labirynt jaskiń i grot wyciosanych w skale, a wokół podziwiamy panoramę Gór Łużyckich.

Zamek dostępny jest do zwiedzania samodzielnie lub z przewodnikiem. Ceny to 70 CZK za bilet normalny, 40 CZK ulgowy i 175 CZK rodzinny (max. dwoje dorosłych i dzieci).

Pańska Skała – Kamienne Organy

Ze Sloup Chłopcy gnają rumaki w kierunku kolejnej skalnej ciekawostki. Znów zaskakuje nas widok, tym razem nietuzinkowej struktury, tak geometrycznej, że ciężko uwierzyć, że ręka ludzka się do niej nie przyczyniła. Te pięcio i sześciokątne bazaltowe słupy sięgające niemal 12 metrów, to formacja wulkaniczna, narodowy zabytek przyrody w gminie Pracheń, niedaleko Kamienickiego Szenowa. Patrząc na nie, moim pierwszym skojarzeniem były kamienne piszczałki organów i rzeczywiście, taka nazwa nawet funkcjonuje – Kamenné Varhany.

Jak powstało to cudo? Źródła podają, że około 30 milionów lat temu lawa wypływająca z głębokości 30 km zastygła wewnątrz komina wulkanicznego. Co ciekawe, stygnąc kurczyła się i pękała tworząc słupy o regularnym kształcie. Obok jest jeziorko zamieszkałe przez rekordową ilość żab. Miejsce cieszy się sympatią turystów, a także ekip filmowych wykorzystujących tę niepowtarzalną scenografię.

Wyjazd na Panska Skala
Te gigantyczne organy na środku polany to dzieło natury sprzed 30 milionów lat

Pekelne Doly – klub motocyklowy w pieczarze

To nie koniec emocji tego dnia. I nie koniec skalnych klimatów. Motocykle wjeżdżają do słynnej czeskiej, jaskiniowej siedziby bikersów. Pekelne Doly, czyli Piekielne Doły to jedyny taki w Europie klub motocyklowy, który pozwala wjechać motocyklem pod sam bar ulokowany pod kamiennym sufitem i krążyć na maszynach w labiryntach największego na naszym kontynencie piaskowca. To unikalne miejsce znajduje się w Czechach między wioskami Svitava a Valenice, ok. 45 km od Bogatynii. Łączna powierzchnia jaskiń to ok. 3,5 tys. m2.

 

 

Inter Camp Mosquito

Po dniu pełnym wrażeń Chłopcy wiodą nas do komnaty, w której wypoczniemy przed kolejnymi przygodami.

Drewniana budka z 4 łóżkami piętrowymi zupełnie wystarcza, bo za dnia przecież jak magnes przyciąga otaczająca łąka skąpana obficie w promieniach słońca. A o zmierzchu… o zmierzchu camping zaczyna tętnić własnym życiem. Pełen rodzinnego gwaru, gitarowych brzmień i śpiewu w blasku ogniska.

 

Sleeping in travel W czeskim Inter Camp Mosquito nocleg to groszowa sprawa, bo ok. 23 zł od osoby jeśli bierzecie domek w czwórkę (pełen cennik tutaj). Camping wyposażony jest w funkcjonalną kuchnię, mini stołówkę, znajdziecie tam nawet restauracyjkę na tarasie.

 

Ma się wrażenie, że przyjeżdżają tu ludzie, którzy stawiają na aktywny wypoczynek, bliskość przyrody lub po prostu szukają taniego i miłego miejsca na rodzinny wypad czy spotkanie z przyjaciółmi po latach. Tak jak wesoła, czeska ekipa spotkanych tatusiów, którzy wyrwali się z domu wraz z pociechami. Po wspólnej wieczerzy i ogniskowej kołysance, układają dzieciaczki do snu, aby za chwilę rozpocząć własne tańce, hulanki i swawole ;) Pomiędzy czeskimi, ogniskowymi klasykami załapaliśmy się nawet na „Mydełko Fa” – zobaczcie sami na filmie! No i chyba najważniejsza sprawa – camping jest rzut beretem od Czeskiej Szwajcarii, naszego kolejnego, niespodziankowego i najważniejszego celu…

 

Czeska Szwajcaria

A nowy dzień otwiera ramiona leśną krainą rozpostartą na skalnych mostach, balkonach, iglicach i ścianach, od głębokich wąwozów i dolin, poprzez parowy aż po oblane słońcem skaliste kręgosłupy. Tak witają nas Łabskie Piaskowce, które tworzą zniewalający, unikalny na skalę Europy krajobraz. Już w romantyzmie zachwycił on szwajcarskich malarzy. To oni mianowali ten park swoją Szwajcarią na obczyźnie. I tak owa kraina, znajdująca się na granicy Czech i Niemiec przybrała miano Czeskiej i Saskiej Szwajcarii. Będąc tam, pewnie również zwrócicie uwagę na niesamowitą roślinność, która jest tak różnorodna właśnie ze względu na specyficzny klimat i warunki atmosferyczne – inne dla chłodnych wąwozów i dolin i inne dla ogrzanych, wyższych partii parku.

 

 

Brama do…

A wszystkie te malownicze ścieżki, drewniane schody i skalne drabiny wiodą wędrowców ku niezwykłej bramie, będącej największym naturalnym skalnym mostem w Europie zwanym Pravčicką Bramą.

To właśnie ten symbol Czeskiej Szwajcarii tak bardzo urzekł Jokiego już na samych fotografiach, że postanowił ją uczynić naszą symboliczną „bramą miłości”. Ja nie spodziewając się zupełnie niczego, jeszcze zakatarzona, ale zdesperowana, aby uzdrowić się porządnym spacerem, ubrana w wygodne szmatławce z kokiem Małej Mi na głowie, nagle orientuję się, że oto Rycerz mój porwał mnie w tę krainę, aby tu ceremonialnie uczynić swoją Damą. I chyba nie mogłoby być na to lepszego momentu niż taki w podróży właśnie, gdzie jesteśmy cali MY, bez masek, ozdób i rozpraszaczy codzienności, zdani na siebie i przyjaciół, zachłystujący się pięknem nowego dnia, pogwizdujący razem podróżniczą nutę i szczęśliwi, że kiedyś, gdzieś nasze ścieżki splotły się, abyśmy dziś mogli razem dreptać w kierunku wspólnych marzeń.

Czeska Szwajcaria
Jak się można spodziewać, pod samą bramę na górny taras jest już biletowane wejście – 75KC lub 3 EUR za dorosłą osobę, 25KC lub 1 EUR bilet ulgowy.

Gondole pod Czeską Niagarą

Choć akt pod kamienną bramą niewątpliwie staje się dla mnie punktem kulminacyjnym zagadkowej wyprawy, kolejnych niespodzianek absolutnie nie brakuje. Mało tego, nasze zaręczyny za chwilę stają się tylko tłem dla epickiego wyczynu Marcina, który niczym Forrest Gump uwieńcza ten dzień bohaterskim, dalekodystansowym biegiem po nasze kaski spoczywające w czeskiej budzie u samego wejścia do parku. Bo nagle robi się tak późno, że kiosk lada moment zamkną,  a wraz z nim nasz sprzęt, uniemożliwiając nam tym samym powrót.

A wszystko przez łódki. Przez te obiecane romantyczne gondole na rzeczce Kamenice. Nasi Porywacze poluzowali wtedy już na tyle, że niepotrzebnie w upale przewędrowaliśmy wiele kilometrów w zupełnie złym kierunku. Bo rzeka i łódki płyną w jednym kierunku, jak się zajdzie na koniec ich trasy to nikt nas nie przerzuci pod prąd… ;) Przyszło nam błądzić i zawracać chwilami w kurzu szosy, chwilami w pięknym otoczeniu, ale zrobiony dystans, sprzeczki o kierunek i puste bidony zrobiły swoje. Wreszcie z błogością zasiedliśmy do wymarzonej łodzi i cały stres odpuścił. Oplótł nas przyjemny chłód wąwozu, a wesoły sternik dodatkowo wywołał ze skalnej ściany zimny prysznic, znany jako Czeska Niagara, atrakcja owego rejsu (jedni piszczą, inni się śmieją). Koszt za łódkę od osoby to 80KC.

 

Czeska Szwajcaria

Jeśli macie chęć, czas i możliwości to błądźcie po pięknej Czeskiej Szwajcarii jak najwięcej :) Ale jeśli stawiacie na plan i optymalne wykorzystanie urlopu, zamieszczamy pomocne mapy.

Atrakcje w Czeskiej Szwajacrii
Jak widać na załączonym obrazku, Czeska Szwajcaria obfituje w różnorakie atrakcje i świetne trasy rowerowe

 

Saska Szwajcaria

Polska, Czechy i teraz Niemcy. Przenosimy się do Szwajcarii Saksońskiej, w Góry Połabskie, ok. 40 km na południowy wschód od Drezna. I tu znów, ach te widoki, skalne kominy, fałdy i wieże, słynny, kamienny Most Bastei, w oddali wstęga Rzeki Łaba… Tylko fale turystów za duże, zwłaszcza w weekendy, aby w spokoju i ciszy kontemplować to dzieło natury niczym „Wędrowiec nad morzem mgły” z obrazu Friedricha.

 

Saska Szwajcaria

Atrakcje w Saskiej Szwajcarii
Mapa prezentuje najważniejsze atrakcje na obszarze Saskiej Szwajcarii, m.in. słynny Most Bastei

Błękitna Laguna

Po drodze oczywiście zamki i atrakcje. Ale te kilka dni jest tak obfitych w emocje i piękne widoki, że wiele rzeczy sobie odpuszczamy na kolejny raz. Na zakończenie tego przyjemnego uprowadzenia, ostatnią niespodzianką dla nas wszystkich (bo tym razem nawet poza planem Porywaczy) jest słoneczna plaża „Błękitnej Laguny”, kąpieliska Berzdorfer See, niedaleko Goerlitz. Chwila chłodu dla stóp w wodzie uszczęśliwia, ale za chwilę desperacko szukamy cienia, aby rozbić naszą podróżną kuchnię. Na plaży cień na wagę złota, wszelkie ciemne plamy przy parawanach pozajmowane co do centymetra. Lądujemy więc poza plażą, bliżej placu parkingowego w krzaczorach, nieświadomie pakując się w domostwo ogromnych mrówek. Mija chwila zanim orientujemy się w sytuacji i z paniką zbieramy z ziemi kaski, kurtki i spodnie z euforią zrzucone z rozgrzanych ciał. Spacerujące po głowie lub w rękawie mrówki w czasie jazdy nie są najmilszym dodatkiem. Ale udaje się wyjść cało z opresji. To taki epizod, który jakimś cudem również wpadł do tej mojej szuflady barwnych wspomnień owej niespodziankowej wycieczki (ku przestrodze! ;) )

Czas na Was!

Eksportuj jako KML dla Google Earth/Google Maps
Wycieczka do Czeskiej i Saskiej Szwajcarii

ładowanie mapy - proszę czekać...

| km
Pekelne Doly: 50.726792, 14.647169
Skalny Zamek Sloup: 50.735904, 14.581008
Pańska Skała: 50.769400, 14.485194
Brama Pravčicka: 50.874607, 14.252430
Most Bastei: 50.963154, 14.070445
Blue Lagune: 51.086501, 14.956916
marker icon
Pekelne Doly
Motoklub PEKELNÉ DOLY, Cvikov, Czechy
marker icon
Skalny Zamek Sloup
Skalní hrad a poustevna Sloup, Pod Hradem, Sloup v Čechách, Czechy
marker icon
Pańska Skała
Panská skála, Kamenický Šenov, Czechy
marker icon
Brama Pravčicka
Pravčická brána, Hřensko, Czechy
marker icon
Most Bastei
Berghotel Bastei, Lohmen, Niemcy
marker icon
Blue Lagune
Berzdorfer See, Görlitz, Germany

 

Choć opisana wycieczka stała się dość osobista i szczególna dla nas, cały ten ukartowany plan okazał się prześwietnym, uniwersalnym scenariuszem dla wszystkich motocyklistów szukających kilkudniowej przygody pełnej różnorakich wrażeń. Ten ogrom piękna, jakim nakarmiła nas kraina bujnej zieleni i fantazyjnych skał, szemrzących strumieni, te krajobrazy, które inspirują od dawien są wspaniałą opcją na wyjazd dla każdego ograniczonego krótkim urlopem czy budżetem. W kilka dni można zachłysnąć się urokami 3 krajów, zobaczyć miejsca i zakątki prawdziwie niezwykłe, bardziej i mniej znane, nie wydając przy tym wcale fortuny. Także mapy skrzętnie pozbieraliśmy powyżej, nie pozostało nic, tylko osiodłać rumaki, porwać panny i pognać ku sasko-czeskiej przygodzie! ;)

O, a tu nasza przygoda w krótkiej video relacji! :)

 

A kto był w Sloup, na Pańskiej Skale, w Piekelnych Dołach czy też „czesko-niemieckiej Szwajcarii” i może coś dopowiedzieć – zapraszamy do komentarzy poniżej.

PRZYJACIEL LIFEWELOVE?

Możesz otrzymać e-mail z autorską dawką inspiracji, zero reklam

newsletter icon

 
Share
  • 160
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Obserwuj Liwia:
Maluje obrazem i słowem. Odnajduje radość zarówno w dalekiej podróży "za horyzont" jak i oswojonej codzienności, na którą spogląda przez swój barwny kalejdoskop. Inspirują ją piękno przyrody i historie splecione strumieniem prawdziwych emocji.

19 Responses

  1. leszk
    | Odpowiedz

    Wspaniała wycieczka, pozdrawiam.

  2. Magdalena Drozdowska
    | Odpowiedz

    Bartłomiej

    • Bartłomiej Czapiga
      |

      tu się panny porywa :p ale powiem że mam tą lokalizację w planach. To znaczy…mam nadzieję że ujmiesz ją w planie :)

    • Magdalena Drozdowska
      |

      oczywiście ;)

    • Bartłomiej Czapiga
      |

      a Praga się zmieści?

    • Magdalena Drozdowska
      |

      jak będzie bliżej to pomyślę, brakuje mi czasu na plany wakacyjne teraz ;)

  3. Diana
    | Odpowiedz

    Jak zwykle uczepiłam się Waszych skrzydeł … i „przewędrowałam” w kolejnej bajkowej krainie. Mieć takiego Rycerza…, takiego Rumaka… i takich Przyjaciół, to … Śliczna Długość i Szerokość Geograficzna :)

  4. Diana Milewska
    | Odpowiedz

    Przepięknie opowiedziana, sfotografowana i sfilmowana romantyczna przygoda… poniosło mnie razem z Wami, jak zawsze. Twoimi oczami Liwia można nieustannie zakochiwać się w Tej Planecie ( Joki się zakochał w Właściwej Kobiecie :)

    • Liwia Klich
      |

      Dziękuję za przemiłe słowa, aż się ciepło na duszy robi :) :*

  5. Paulina Łąka
    | Odpowiedz

    Liwia gratulacje dla was!!! :) No i pięknie opisana przygoda, piękne zdjęcia – jak zawsze!

    • Liwia Klich
      |

      Dziękujemy Paula, pozdrawiamy ciepło! :)

  6. Kamil
    | Odpowiedz

    Bedąc w Saskiej polecam zobaczy twierdzę Königstein.

    • Liwia
      |

      Cześć Kamil, dzięki za cenną uwagę. To jest właśnie jedna z tych atrakcji w okolicach Saskiej, które zostawiliśmy na następny raz, ale rzeczywiście wygląda na godną uwagi. Pozdrawiamy!

  7. Ewelina Włoch
    | Odpowiedz

    piękna pamiątka na całe życie! :) PS Kto by pomyślał, że z Jokiego taki romantyk! :D

  8. orangenanu
    | Odpowiedz

    Zarąbisty most na Saskiej Szwajcarii :O :)

  9. Kriss
    | Odpowiedz

    Świetny reportaż jak i pomysł wyjazdu ;) pod koniec kwietnia mam zamiar ruszyć waszymi śladami :)

    • Liwia
      |

      Cześć Kriss, miło słyszeć, super trasa Ci się więc zapowiada :) Daj znać jeśli odkryjesz jakąś ciekawą miejscówę, którą można dodać do tego scenariusza wyjazdowego. Pozdrawiamy!

  10. bodi
    | Odpowiedz

    Piękne miejsca. Po tych skałach w Szwajcariach warto się przejść – jak dla mnie niestety to oznacza osobną wycieczkę bo jak mam motocykl, to nie umiem „tracić czasu” na wyjście w góry. Ale polecam spędzenie kilku dni na nogach… np jesienią jak nie ma za dużo ludzi.

  11. SZURKI
    | Odpowiedz

    Fantastyczny wypadzik na dwóch kółkach, dzięki Wam przyszły sezon mam zaplanowany ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *