» » » Motocyklem na Bałkany – cz. I – Słowacja, Węgry, Rumunia, Serbia, Bośnia i Hercegowina

Motocyklem na Bałkany – cz. I – Słowacja, Węgry, Rumunia, Serbia, Bośnia i Hercegowina

Podróż na Bałkany to kolejna 3-tygodniowa ucieczka od codzienności. Kondensacja emocji i wrażeń. Fragment roku, który pamięta się najbardziej. W przeciwieństwie do naszej pierwszej eskapady w Europę, tym razem miało być bardziej spontanicznie, beztrosko, nieprzewidywalnie. Brak zaplanowanych noclegów, wizyt, “obowiązkowych” punktów podróży. Był za to spotęgowany apetyt na przygodę, więcej odwagi, wiary w ludzi i pęd z nurtem zdarzeń i intuicji.

No to jedziemy!

 

Info o wyprawie:

Przebieg trasy 11 krajów: Polska >  Słowacja > Węgry > Rumunia > Serbia > Bośnia i Hercegowina > Czarnogóra > Chorwacja > Słowenia > Austria > Czechy > Polska
Czas wyprawy 3 tygodnie: 23 sierpnia – 14 września 2013r.
Długość trasy ok. 5 500 km
Łączny koszt na 2 os. ok. 3 500zł (w tym paliwo)
Noclegi pokoje, campingi, na dziko
Dokumenty Paszport / dowód osobisty, Zielona Karta (obowiązuje w krajach: Serbia, Czarnogóra, Bośnia i Hercegowina), Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego, Ubezpieczenie Motocyklowe Assistance (pomoc drogowa, opcjonalne)
Waluty Słowacja: Euro (EUR); Węgry: Forint (HOF); Rumunia: 1 Lej = 100 Bani (RON); Serbia: Dinar serbski (RSD); Bośnia i Hercegowina: Marka zamienna (BAM); Czarnogóra: Euro (EUR); Chorwacja: 1 Kuna = 100 Lip (HRK); Słowenia: Euro (EUR); Austria: Euro (EUR); Czechy: Korona czeska (CZK)

 

Eksportuj jako KML dla Google Earth/Google Maps
Mapa wyprawy na Bałkany

ładowanie mapy - proszę czekać...

| km
Mapa wyprawy na Bałkany: 46.747177, 19.787250
marker icon
Transalpina - Ścieżka Olbrzymów
Sebeș, Județul Alba, România
marker icon
Stół Olbrzymów (Masa Jidovului)
Masa Jidovului, Județul Sibiu, România
marker icon
Przełęcz Urdele
Transalpina, Rânca, Județul Gorj, România
marker icon
Transfogaraska - 100 km bajecznej trasy w Rumunii
Bâlea Lac, Avrig, Sibiu, Romania
marker icon
Jezioro Balea
Cascada Capra, Comuna Arefu, Județul Argeș, România
marker icon
Zamek Poenari
Cetatea Poienari, Comuna Arefu, Județul Argeș, România
marker icon
Droga z Budvy do Parku Narodowego Lovcen
Lovćen, Cetinje, Montenegro
marker icon
Dolovi
Lovćen, Cetinje, Montenegro
marker icon
Droga z Lovcen do Kotoru
Lovćen, Cetinje, Montenegro
marker icon
Stola - niedrogie noclegi u sympatycznej pani
Stôla, Slovenská republika
marker icon
Pomnik Rockiego
Rocky Balboa, Zitiste, Vojvodina
marker icon
Słoneczne Ranczo
Sunčana Reka Recreation Centre, Mali Zvornik
marker icon
Mauzoleum na Górze Gucevo
Gučevo, Banja Koviljača
marker icon
Droga na Szczyt Sveti Jure
Sveti Jure, Biokovsko Selo, Chorwacja
marker icon
Wyspa Pag
Pag, Croatia
marker icon
Droga z kanionu rzeki Pivy do Monastyru Ostrog
Pivsko Jezero, Plužine, Czarnogóra
marker icon
Przełom rzeki Aluty (Olt)
Brezoi, Vâlcea County, Romania
marker icon
Zapora wodna Bradisor
Brezoi, Vâlcea County, Romania
marker icon
Przełęcz Groapa Seaca
Brezoi, Vâlcea County, Romania
marker icon
Dolina Jiu
Brezoi, Vâlcea County, Romania
marker icon
Droga przy Jeziorze Szkoderskim
Jezioro Szkoderskie
marker icon
Kemping w miejscowości Donji Murici
Donji Murići, Montenegro
marker icon
Most na rzece Tara
Tara, Montenegro
marker icon
Kraina Durmitoru
Durmitor National Park, Montenegro
marker icon
Monastyr Ostrog w skalnej grocie
Manastir Ostrog, Danilovgrad, Montenegro
marker icon
Piaszczysta plaża przy Safari Beach Camping
Safari Beach, Ulcinj, Montenegro
marker icon
Stary Bar
Stari Bar, Montenegro
marker icon
Miasto Kotor
Kotor, Montenegro

Słowacja: sąsiedzko i miło

Słowacja jest 6 razy mniejsza od Polski, ale aż 61 procent jej powierzchni stanowią tereny górzyste, przez co jedzie się przez nią przyjemnie i widokowo. Jadąc od Bielsko-Białej celowo wybieramy trasę w Słowacji wokół Tatr Wysokich, zahaczając po drodze Jezioro Liptowskie, zwane Morzem Liptowskim (Liptovská Mara). Kurorty turystyczne nie są przetłoczone, ceny w mniejszych miejscowościach, poza sezonem, wręcz atrakcyjne, a kontakt z miejscowymi bardzo łatwy dla Polaków ze względu na podobny język. W miejscowości, albo raczej wiosce, Stola udaje nam się wynająć cały apartament w cenie 10 euro od osoby, w dodatku prowadzony przez przesympatyczną Panią ex pedagog, która roztocza nad nami opiekę niczym nad gromadą swoich podopiecznych. ;)

Sleeping in travel Na Słowacji w małych miejscowościach nawet w sezonie można znaleźć apartament w cenie 10 euro (ok. 41zł) od osoby
Słowacja na motocyklu
Jadąc z tyłu wreszcie mam czas, aby podziwiać fenomeny nieba. Wtedy uświadamiam sobie ile pięknych, różnorodnych spektakli dzieje się nad naszymi głowami, ale my, pędząc zawsze przed siebie, rzadko zatrzymujemy się, aby spojrzeć do góry.

Węgry: płasko, ale kulinarnie

Dnia drugiego wjeżdżamy na Węgry, w których jest zupełnie odwrotnie – większość to niziny i równiny, mało lasów, krajobraz silnie przekształcony przez człowieka. Dlatego do Węgier zazwyczaj jedzie się, aby spróbować słynnej kuchni, gulaszu, zobaczyć piękny Budapeszt lub największe jezioro Europy Środkowej – Balaton. My jedziemy ze Słowacji w linii prostej do Rumunii, więc z Węgier zapamiętujemy najbardziej błądzenie po mieście, wokół którego kładą akurat tory kolejowe. I optymistyczny pomysł Jokiego, aby w takim razie, skoro GPS się w tym wszystkim nie łapie, podążać za samochodem z rumuńską rejestracją… “Przecież oni na pewno wracają do siebie, więc akurat nas do Rumunii zaprowadzą!” – wnioskował. Po jakimś czasie siedzenia na zadku rumuńskich kierowców, widząc jak nasza trasa zaczyna nabierać na mapie GPS zupełnie odwrotnego kierunku do zamierzonego, porzucamy ów cwany plan. Z opresji ratują nas bardzo uprzejmi węgierscy robotnicy, którzy widząc, że jeździmy w kółko, po prostu wsiadają w samochód i kierują dwie przecznice dalej do, chyba tylko tubylcom znanego (nieoznakowanego), objazdu… Pytajcie ludzi, a nie zginiecie. ;)

Sleeping in travel Pokój z łazienką na Węgrzech w małej miejscowości można znaleźć w cenie 10 euro od osoby.
Eating while travelling Ponoć kto nie spróbował na Węgrzech gulaszu i langos, czyli przekąski w formie placka, ten nie zasmakował Węgier w ogóle. W restauracji podano nam menu dedykowane chyba obcokrajowcom. Ceny były przekreślone długopisem i obok wpisane wyższe – szczyt taktu i elegancji. A my celowo szukaliśmy jakiejś na oko bardziej domowej knajpki, w małej mieścinie. Zobacz przykładowe ceny w węgierskiej restauracji w forintach. W przeliczeniu 1zł to ok. 74 forintów.

 

Rumunia: dzika, swojska, przyrodnicza

Co wiecie o Rumunii? Z czym Wam się kojarzy? Cyganie? Dracula? Polska 30 lat temu? My też mieliśmy tylko zlepek skojarzeń, posłyszanych historii, niedawnych zachwytów znajomych i tym bardziej chcieliśmy to wszystko skonfrontować z rzeczywistością, doświadczyć. Nie mówiąc już o kluczowych elementach wyprawy, jaką były dwie najsłynniejsze w Europie trasy motocyklowe: Transalpina i Transfogaraska.

W mieście pojawiają się ni stąd ni zowąd cyganiątka, przeszkolone, proszące o pieniądze w języku stosownym do naszych rejestracji, czyli: “Daj pieniądze, daj!”. Jesteśmy przygotowani na takie sytuacje i do miast wjeżdżamy z tankbagiem pełnym cukierków. Romowie wywodzą się z Indii i choć są obecnie największa mniejszością w Rumunii, sami Rumuni z naszej obserwacji zazwyczaj ich nie lubią i przepędzają, gdy staną na ich drodze lub otoczą turystów. Poza tym miasta nie różnią się jakoś znacznie od polskich. Co jakiś czas widać kontrasty – drogie luksusowe samochody pod hotelami, nieco dalej obdrapana dzielnica (ale czy w Polsce tak nie bywa?).

Poza miastami jest baśniowo. Być może ten tajemniczy, mglisty klimat, folklor na tle gór, czas jakby zatrzymany w wioskach. Wszystko to sprawia, że mamy chwilami wrażenie przygody ze snu, z dzieciństwa, kiedy na polskich wsiach też można było zawsze zastać (i poczuć ;) ) tradycyjne gospodarstwa, po kilka krówek, świniaków, stado kur, pługi na polach, snopy siana, kobiety w chustach niosące chrust. Powietrze jest rześkie, krajobraz poza piękny, górzysty.

Snopy siana w Rumunii
Bardzo charakterystyczne snopy siana w Rumunii, jeszcze w “starym stylu”

Kobiety w Rumunii

Rumunia motocyklem
Pierwszy wieczór w Rumunii przywitał nas tajemniczą aurą. Pagórki zasnute woalem mgieł, cisza i spokój na wioskach, zapach deszczu, pejzaż dopełniony intensywną paletą barw zachodu słońca.
Transalpina Góry Parang
Transalpina, Góry Parang
Transalpina trasa motocyklowa
Panorama Transalpiny – najwyższej trasy w Rumunii
Rumunia na granicy
Z motocyklistami z Bukaresztu na granicy w Rumunii
Tips on travel - LifeWeLove.com Na samej granicy w Rumunii przed niepotrzebnym zakupem winiet chronią nas rumuńscy motocykliści – serdeczni, przyjacielscy, od razu służą poradami i wskazówkami. Podajemy więc dalej to co nam doradzili:

  • unikajcie stacji benzynowych Lukoil i Rompetrol, po tankowaniu tam możecie odczuć zdecydowanie mniej mocy w motocyklu i więcej strzałów z wydechu;
  • absolutnie nie tankujcie na małych, “niezależnych” stacjach, one są najgorsze;
  • polecane stacje: MOL, Agip;
  • stacje klasy średniej: Petrom, OMV (zdarzają się domieszki wody w paliwie, ale to zależy od działań personelu).
Sleeping in travel Jeśli szukamy taniego pokoju, zajeżdżając na wioski warto pytać tubylców o miejsca noclegowe. My w ten sposób znaleźliśmy pokój 6-osobowy z łazienką, w ogóle nieoznakowany jako miejsce noclegowe. Kosztował on nas ok. 25 zł od osoby. Motocykle zaparkowaliśmy w szopie przy budynku. Nikt ich nie ruszył.

 

Chwila zgrozy na grani

Opona Mitasa E-08 pęka po tygodniu
Szitas pęka w Rumunii, mamy problem!

Pogoda nas raczej nie rozpieszcza. Bywa, że jedziemy w deszczu. Nie dołuje nas to jednak w ogóle. Wszystko jakby pasuje. Te mgły nad górami, chwilami tęcze i przebłyski słońca. Zapach powietrza, taki charakterystyczny po deszczu. Jest dobrze, aż tu nagle… zaczyna pękać nam tylna opona, choć kupiona była tydzień przed wyjazdem! Owszem, cena średnia i producent średni, nie liczyliśmy na wiele sezonów z tym produktem, ale żeby po tygodniu taka kicha? Mitas E-08, przemianowany od tamtego czasu na Szitas. No opona nam normalnie pęka w kilkunastu miejscach! A tu mokro, ślisko, mgliście i my 2 tysiące metrów nad poziomem morza, dziką Transalpiną, w mleku nad przepaściami. Staramy się o tym nie myśleć, jak już jedziemy to byle do przodu, warto przeżyć, bo jeszcze tyle przed nami!

 

Transalpina

 

Dowiedz się więcej o Transalpinie

Na ratunek do “stolicy enduro”

Udało się! Wyjeżdżamy z mleka do miejscowości Ranca. Miejscowość od niedawna. Same świeżo postawione domki, restauracje, pensjonaty. Komercja skutecznie pnie się w górę trasy, aby zatrzymać wszystkich entuzjastów Transalpiny na nieco dłużej w tych stronach. Z pomocą deszczu i pękającej opony nie jest to trudne. Wybieramy restaurację z dużym tarasem i widokiem na góry. A co, po takich stresach trzeba odreagować.

Ranca Rumunia
Transalipną wjeżdżamy do miejscowości turystycznej Ranca

Kelner przemiły, okrywa wełnianym kocykiem i oferuje dużo specjalności i dodatków do tych specjalności (i rachunku przy okazji) oraz pokój w promocyjnej cenie. W momencie, gdy zaczyna lać naprawdę konkretnie i my już władowani z kuframi do pokoju, promocyjna cena już nie jest aktualna. Nieładnie. Być może dlatego, że przed momentem popełniłam mega gafę i ze zmęczenia zamiast w lejach, zapłaciłam temu panu za kolację w euro, czyli ponad trzykrotnie więcej (!), nie zapominając o napiwku za tak wyśmienitą obsługę. Uznał chyba, że śpimy na kasie i jakieś tam obiecane zniżki są w ogóle zbędne. Ja oczywiście nieświadoma do momentu, gdy Joki zagląda w portfel i pokazuje pustą przegródkę z euro. Zalewa mnie falą gorąca. Nasz budżet na kolejne dobre kilka dni wyprawy już spokojnie spoczywa na dnie kieszeni przemiłego kelnera z błyskiem w oku. Ale nie jest to na szczęście zły, nikczemny człowiek. Po psychologicznej rozmowie z kelnerem sytuację udaje się opanować, waluty sprostować. A z pobytu też tyle tego dobrego, że otrzymujemy bezcenne rady co dalej począć z tą naszą oponą. “Nie ma wyjścia, musicie zawrócić na Sibiu. Tam odbywają się imprezy enduro, więc gdzie szukać opony jeśli nie tam?” – przekonują tubylcy.

Co prawda miało być inaczej, mieliśmy jechać już prosto na Serbię, aby mieć więcej czasu na wypoczynek w Czarnogórze, ale z taką oponą nasza wycieczka może skończyć się w każdej chwili, więc nie ma wyjścia.

Dziś wiemy, że tak miało być, że gdyby nie Szitas, nie byłoby też tych wielu pamiętnych zdarzeń, które ubarwiły całą podróż…

Nie przejechalibyśmy na przykład przez malowniczy wąwóz, gdzie emocje spotęgowała wataha dzikich psów, goniących nas z parkingu.

Rumuńskie psy
Gazu, gonią nas dzikie psy!
Wąwóz w Rumunii
Trasa nad zalewem w drodze z Transapliny do Sibiu

Nie dojechalibyśmy cali okryci deszczem (ale nie zmoknięci, bo w końcu w skompletowanej po swojemu motocyklowej odzieży przeciwdeszczowej) do nieistniejącego sklepu motocyklowego w mieście Sibiu, zwanego stolicą enduro, aby dowiedzieć się, że w całej Rumunii nie mają opony dla nas. Tak właśnie, po kilku godzinach jazdy w deszczu z pękającą oponą dojechaliśmy do celu, a tam sklep, który miał nas doposażyć, okazał się być sklepem z częściami tylko do samochodu. Sprzedawca chciał nam bardzo pomóc, obdzwonił wszystkich znanych mu producentów i dystrybutorów i okazało się, że lipa, sezon motocyklowy w Rumunii skończony, nawet w Bukareszcie nam nie pomogą.

Gdyby nie Szitas to nie wylądowalibyśmy też w takim bardzo uroczym pensjonacie, w świecie lalek, pajacyków i kokardek w Sibiu (koszt za noc ok. 50zł od osoby).

 

Pensjonat w Sibiu
Ku naszemu zaskoczeniu, w pensjonacie Alina w Sibiu w korytarzu witają nas lalki, klauny, poduszeczki w kształcie kokardek, instrumenty, ręcznie malowane dzbanki i misie…

 

Eh, nie zobaczylibyśmy nawet pięknej Drogi Transofogaraskiej w Górach Fogaraskich! Mglistego smoka goniącego nas po meandrach dróg, dzikich koni i osłów pasących się na zielonych zboczach.

Trasa Transfogarska
Dzikie konie w Górach Fogaraskich (Karpaty w Rumunii)
Trasa Transfogarska
Widok na ślimaka w Górach Fogaraskich, trasa Transfogaraska

Trasa Transfogarska

Nie zrobilibyśmy też tego filmu…

Zobacz informacje o Drodze Transfogaraskiej

I… nie spotkalibyśmy Józsefa, pchającego motocykl, któremu chcieliśmy pomóc, ale to on pomógł nam.

Motocyklista ma problem

I jego przyjaciół. Nie spędzilibyśmy kolejnych w 2 dni z tak świetną ekipą. I na pewno nie dotarlibyśmy tak szybko (!) do Nowego Sadu jak z nimi.

Motocykliści obmyślają trasę

 

I nie przejechalibyśmy tej drogi z nimi:

 

A już w samej serbskiej mieścinie … nie zobaczylibyśmy osobliwego pomnika, który niejako patrona miasteczka Zitse prezentuje… Rocky we własnej osobie. Ponoć jest on tam symbolem walki mieszkańców z często nawiedzającymi niegdyś kataklizmami. Ma dodawać siły i odwagi. Gdzież byś w Polsce takiego patrona uraczył?! :)

Osobliwy pomnik Rocky'ego w serbskim miasteczku
Osobliwy pomnik Rocky’ego w serbskim miasteczku Zitiste ma chronić mieszkańców przed kataklizmami

A potem zapewne nie poznalibyśmy Snezeny, ukochanej Józsefa, nie nocowalibyśmy pod jego dachem, nie zjedli razem smakowitego burka, no i nie kupili od jego znajomego opony, która poniosła nas w dalszą trasę i służy nam do dziś.

Serbia motocyklem

Bo tego typu problemy często są w trasie generatorem najlepszych przygód i znajomości. Integrują z innymi ludźmi, na których jesteśmy zdani i którym pomoc sprawia radość. Już nie mówiąc o wsparciu w motocyklowej rodzinie, które jest obecne zawsze i wszędzie. József miał awarię motocykla, pchał go i nie było chyba żadnego motocyklisty, który mijając go nie zapytał czy wszystko w porządku, jak może pomóc. On odmachiwał, że ok, da sobie radę, bo tak naprawdę jego przyjaciele już gdzieś tam załatwiali lawetę z najbliższej wioski. Człowiek, który załadował jego motocykl nie chciał wziąć ani grosza i załatwił dalszy przewóz u kolegi, który oderwał się od swoich rzeczy, przyjechał skądś tam, aby eskortować maszynę dalej. Potem z kolei znalazł się mechanik, który migiem zabrał się za reperację, by następnego dnia Joseph mógł już śmigać z nami do Nowego Sadu. A potem Joseph pomagał nam. Bardzo pomagał, praktycznie rozwiązał wszelkie nasze możliwe problemy, łącznie z brakiem pamięci na kartach w aparacie i kamerce. Dużym fartem pracował akurat u producenta takich rzeczy. I ugościł nas, przenocował, pokazał miasto, opowiedział historię.

Motocykl na lawetę
KTM Józsefa ładowany na pickup mieszkańca wioski.

A historia Józsefa była też przecież naszą historią, współczesną, całkiem niedawną. Milosevic, Kosowo, bomby. Co my z tego pamiętamy? W telewizji mówili, że tam niebezpiecznie, że wojna w Kosowie. Ale co, dlaczego, z kim i jak? Jako młodzież nie wnikaliśmy, tłukliśmy za to na historii wszystkie możliwe daty bitew średniowiecznych i rodowe koligacje obłąkanych władców Europy. A tymczasem, 15 lat temu (1999r.), Nowy Sad został zbombardowany przez samoloty NATO w odpowiedzi na wojskową ingerencję Milosevica w Kosowie.

Serbia zmobardowana przez NATO
“Dziesięć lat temu, 24 marca 1999 roku, NATO rozpoczęło bombardowania Serbii. Jako powód podano konieczność obrony albańskiej mniejszości w Kosowie. Codziennie przez 78 dni, przy użyciu najnowocześniejszej techniki, niszczono nie tylko wojskową infrastrukturę, ale też serbskie miasta, szkoły, szpitale, cerkwie. Bombardowań nie zaprzestano, o co prosił patriarcha Paweł, nawet w Święta Wielkanocne. (…) Agresję przeciwko suwerennemu państwu nazwano „akcją humanitarną”, a jej ofiary „ubocznymi skutkami. Polska, jako nowy członek, sankcjonowała działania NATO, a polskie media prześcigały się w obwinianiu Serbów.” źródło: https://marucha.wordpress.com/2014/02/06/bombardowanie-serbii-10-lat-pozniej/

 

Najbardziej ucierpieli oczywiście cywile. Ponad 2 500 ofiar, 5 000 ciężko rannych. Nasi przyjaciele z Serbii ukrywali się przez 2 miesiące w domu, szkoły zostały też ostrzelane. Do dziś nie rozumieją czemu miało to służyć. Przecież oni nie mieli wpływu na decyzje polityków, czym mieszkańcy Nowego Sadu i dzieci (!) zasłużyły sobie na taki dramat. Ale te aspekty zostały przemilczane w mediach.

Tak więc i my przed wyjazdem do Serbii mieliśmy tylko przed oczami obraz strażników na granicy uzbrojonych w kałasznikowy, chuliganów rzucających się na ulicy z kijami bejsbolowymi. Tak, takimi historiami co niektórzy nas karmili, że Serbia taka groźna. Z tego wszystkiego naprawdę mieliśmy trochę stracha i postanowiliśmy przejechać przez ten kraj tak szybko jak się da. W konfrontacji z rzeczywistością śmialiśmy z tego wraz z poznanymi Serbami. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że to podróże uczą świata naprawdę i potrafią bardzo mocno zaskoczyć, gdy oczywiste oczywistości okazują się w rzeczywistości wręcz absurdalne.

serbski bar
Wspólnie pita chłodna cola w serbskim barze tuż po przekroczeniu granicy to tradycja naszych serbskich znajomych po każdej wspólnej podróży do Rumunii.

Bardzo polubiliśmy Serbię i Serbów. Nasz kolega z Polski, który podróżował po Bałkanach stwierdził, że Polak i Serb przy kuflu piwa jak dwa bratanki. “Serbowie to taki specyficzny, ale świetny naród” – mówił – “na początku zawsze ostrożni, z dystansem, ale jak już się przełamie pierwsze lody i postawi kolejkę to wspólna rozmowa i zabawa do rana w najlepsze gwarantowana, jakby starzy znajomi się spotkali!”.Chyba coś w tym jest. Na wyprawie dzielę się tym spostrzeżeniem z samymi Serbami, gdy pytają dlaczego Polacy tak bardzo lubią Serbię, bo takie mają wrażenie widząc wielu turystów z Polski. W odpowiedzi na ową teorię kolegi uśmiechają się przytakując, bo rozmowa toczy się właśnie przy wspólnym wieczornym piwie i serbskiej rakija, którą częstuje gospodarz zajazdu, emerytowany już motocyklista. :)

 

Serbska sielanka na Słonecznym Ranczo

Z żalem opuszczamy nowych przyjaciół i ruszamy w kierunku Bośni. Cieszy perspektywa spotkania ze znajomymi z Bielsko-Białej, którzy wkrótce dołączą, aby trasę kontynuować razem. Nawigacja GPS nam się trochę mota, ale chyba nie mogła wywieźć nas lepiej. Tuż przy samej zachodniej granicy z Bośnią, u podnóża gór, zajeżdżamy na ranczo Suncana Reka.

Łąka z kucykami, hamaki, balkony nad czystą rzeką, kamienista plaża, restauracja ze swojskim jadłem, ludowymi koncertami wieczorem, kurakami biegającymi po klepisku, alejka spacerowa, kapliczka, wszystko w otoczeniu pagórków i pól kukurydzianych. Ceny zbliżone do polskich kurortów / agroturystyki. Długo się nie zastanawiamy – to tu zaczekamy na Marcina i Martynę, miłośniczkę koni, na pewno jej się też tu spodoba.

Jadąc przez Serbię na Bośnię warto tam zahaczyć. Możecie zobaczyć jak tam dojechać na zamieszczonej wyżej mapce, zaznaczamy tam wszystkie opisywane miejsca. Stamtąd z kolei blisko do Góry Gucevo, na którą jedzie się przyjemną leśno-łąkową krętą trasą.

Serbia motorem
Widok z Gucevo w Serbii
Serbia motocyklem - Gucevo
Mauzoleum na Górze Gucevo (779 m n. p. m.) poświęcone serbskim żołnierzom, którzy zginęli w I Wojnie Światowej

Bośnia: tunele, wąwozy, góry i pszczoły

Tym razem Bośnia jest dla nas (niestety!) tylko przejezdym krajem. Nie zajeżdżamy do słynnego Mostaru, nie mamy okazji spróbować burka, ćevapčići, sarmy czy rahatu. Dość spieszno nam do Czarnogóry. Jedziemy wzdłuż granicy, więc górami. Dzięki temu jest kręto, leśno, chwilami widokowo. Po drodze sporo tuneli, przejazdy przez wąwozy. Pszczoły są trochę fatum tej wyprawy. Joki zostaje ukąszony po raz drugi w czasie jazdy. Co za niefart żeby ów drobny owad wpadł za kołnierz kurtki motocyklowej i dziabnął w dwóch miejscach w plecy. No cóż, jedne z tych bardziej oryginalnych motocyklowych niebezpieczeństw. Ja jestem pełna podziwu dla braku paniki, która mogłaby nas zguibić gdybym to ja padła ofiarą. Koduję sobie na przyszłość: “coś Cię kąsa, przeżyjesz, tylko nie wrzeszcz i nie skacz na motocyklu przy 80 km/h.”

Bośnia pozostaje więc dla nas trochę takim niedkonaniem. O jej pięknie mamy wkrótce okazję posłuchać od rodowitego mieszkańca, sympatycznego młodego chłopaka, który z narzeczoną otworzył bar w Czarnogórze, w którym wybawia nas z nocnej głodowej opresji.

O dalszych przygodach i  największych wspaniałościach bałkańskiej wyprawy dowiecie się w kolejnej części relacji.

Bośnia motocyklem

 

Wybierasz się też na Bałkany i masz pytania odnośnie Słowacji, Węgier, Rumunii czy Serbii? Zapraszamy do komentarzy, postaramy się podzielić wszelkimi pomocnymi spostrzeżeniami. Podobno niektórzy nie mieli takich jak my trudności z oponą w Rumunii. Gdzie w takim razie szukać tam ratunku? Ktokolwiek był, wie, zachęcamy, aby się podzielił, wszyscy skorzystają. Część kolejna o Czarnogórze i Chorwacji już wkrótce.

Dowiaduj się pierwszy / pierwsza o nowych postach, poradnikach i mapach tras :)

newsletter icon

 

Share
  • 13
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Obserwuj Liwia:
Maluje obrazem i słowem. Odnajduje radość zarówno w dalekiej podróży "za horyzont" jak i oswojonej codzienności, na którą spogląda przez swój barwny kalejdoskop. Inspirują ją piękno przyrody i historie splecione strumieniem prawdziwych emocji.

17 Responses

  1. Wiesława Kalinka
    | Odpowiedz

    Super :)

  2. Tudor
    | Odpowiedz

    Dzięki za relację. Ja mam pytanie czy w Rumunii na dziko też się rozbijaliście pod namiotami, na luzie mozna bez strachu?

    • Liwia
      |

      Cześć Tudor. Powiem Ci, że takie było nasze zamierzenie, ale głównie ze względu na pogodę i niezbyt wysokie temperatury (jak pisaliśmy, padało dość często, zwłaszcza w nocy), cieszyliśmy się możliwością wynajmu taniego pokoju. Nie mniej jednak, mamy znajomych, którzy nocowali właśnie na dziko w namiocie bez żadnych problemów. Lokalizowali sobie jakieś miejsca pod lasami, na łąkach, czasem zupełnie na odludziu i czuli się bezpiecznie, nie wydarzyło się nic złego. Zawsze można też na wioskach zagadać do gospodarzy o możliwość rozbicia się na podwórku, myślę, że znalazłoby się wiele przyjaznych miejsc. Także śmiało :) Pozdrawiam!

  3. Wojtek
    | Odpowiedz

    Hej, wybieram się w tym roku na Bałkany i planuję przejazd przez Serbię. Jak u nich jest na przejściach granicznych, długo trwa odprawa, sprawdzają coś oprócz paszportu? Pozdrawiam

    • Liwia
      |

      Hej Wojtek, czekają Cię świetne wakacje! :) Wszędzie na granicy było szybko i bezproblemowo, a w Serbii to już w ogóle gładziutko. Również ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu, bo pamiętaliśmy kilkugodzinne trzymanie naszego autokaru na granicy serbskiej w drodze do Grecji jeszcze parę lat temu i uzbrojonych strażników wnikliwie badających nasze paszporty. W tamtym roku (2013) podjechaliśmy tylko do okienka, pokazaliśmy dowody i zieloną kartę, szybkie spojrzenie pani z okienka i w drogę. Także pamiętaj o zielonej karcie. Pozdrawiamy i życzymy niezapomnianych wrażeń! :)

  4. Beata
    | Odpowiedz

    Hej :)
    Na początku gratuluje Wam tak wspaniałej wyprawy. Sama planuję podobną wyprawę już za 2 tygodnie. I mam kilka pytań. Zamierzam jechać przez Słowację Węgry, Chorwację, Bośnię i Hercegowinę, Czarnogórę, Słowenię, Austrię, Czechy, czyli prawie wszystkie kraje które Wy odwiedziliście. Pytanie jest takie. Jak wyglądają opłaty w tych krajach za winiety, jak wyglądają wymagania dotyczące wyposażenia motocykli( kamizelka, apteczka, trójkąt),ponieważ szukając na necie jakichś informacji na Słowacji te informacje się kończą.. z góry dziękuje za odpowiedź !
    Pozdrawiam serdecznie ! :)

    • Liwia
      |

      Cześć Beata, super plan, jak długą planujesz tę wyprawę?

      WINIETY
      Jeśli chodzi o winiety w tych krajach to my nie korzystaliśmy z autostrad, więc nie potrzebowaliśmy ich w ogóle. Nie są one wymagane na drogach krajowych ani ekspresowych (bodajże poza niektórymi ekspresowymi w Austrii).

      KAMIZELKI ODBLASKOWE
      Kamizelki i apteczkę wozimy ze sobą zawsze, choć Joki zdjął kamizelkę w Serbii, bo tak jak pisałam w relacji, był notorycznie “atakowany” przez pszczoły i bąki :P Stwierdziliśmy, że to żółty kolor je chyba tak przyciąga i zakładaliśmy kamizelki już tylko na wieczór oraz zawsze na tylny bagaż, co chyba najlepiej zwiększało naszą widoczność. Nasi znajomi nie mieli w ogóle kamizelek. Mijaliśmy przy tym sporo patroli policyjnych (najwięcej w Bośni i Czarnogórze) i nikt nas z tego powodu nie zatrzymywał. Nie mniej jednak wg informacji w sieci kamizelki obowiązkowe są dla bikersów w Słowacji, dzień i noc poza terenem zabudowanym. Warto o tym pamiętać żeby uniknąć ewentualnego mandatu.

      APTECZKA PIERWSZEJ POMOCY
      Wiem, że w Austrii wymagana jest apteczka i to taka w solidnym opakowaniu, z określoną zawartością. Na necie jest trochę aukcji z gotowymi zestawami. Apteczka motocyklowa obowiązkowa jest także w Czechach.

      TRÓJKĄT OSTRZEGAWCZY
      Odnośnie trójkąta, nawet nie zastanawialiśmy się nad tą kwestią i nie mieliśmy ze sobą takowego, ale teraz zainspirowałaś mnie do poszperania w sieci i faktycznie są kraje, w których trójkąt ostrzegawczy jest wymagany przy motocyklu. Najbardziej szczegółowy wykaz znalazłam w jęz. ang.: http://iampam.org.uk/index.html/motorcycles_equipment_european_countries.pdf Jest on z 2012/13 roku, więc też nie mam 100% pewności, że wszystko aktualne. Wynika z niego, że trójkąt jest wymagany raczej we wschodnich krajach Europy: Rosja, Białoruś, Ukraina. W tych, przez które Ty jedziesz akurat nie.

      Mam nadzieję, że pomogłam choć trochę. Życzymy wspaniałej wyprawy i tylko pozytywnych przygód! :)

    • Robert
      |

      Cześć, wygasł Wam ten link z wykazem wymaganych przedmiotów. Tutaj można go znaleźć: http://www.mctc.dk/media/52/dokumenter/P%E5kr%E6vet_sikkerhed_og_udstyr_-_p%E5_mc_(opdateret_maj_2013)

      Pozdrawiam

    • Liwia
      |

      O, faktycznie. Dzięki serdeczne Robert, pozdrawiamy!

  5. Michał
    | Odpowiedz

    Gratuluję wyprawy. Fajna relacja. Też jestem z Wrocka i może spikniemy się kiedyś na jakiś dalszy wyjazd. Pozdrawiam

    • Liwia
      |

      Jak najbardziej :) Niech tylko mój Kierowca dojdzie do formy, bo konsekwencje jego wypadek z października (został potrącony przez nieuważnego kierowcę samochodu) niestety wciąż są odczuwalne i obecnie walczy, aby ponownie stanąć na nogi i normalnie chodzić. Ale kroczek za kroczkiem idziemy do przodu, to najważniejsze. Pozdrawiamy!

  6. Michał
    | Odpowiedz

    Kurczę, przykro mi z powodu wypadku. Kolejny ślepy matoł w puszce wjechał w niego? :\ Życzę jak najszybszego powrotu do zdrowia!

  7. Bartek
    | Odpowiedz

    Jeśli potrzebujecie pomocy prawnej służę pomocą

    • Joki
      |

      Dzięki Bartek,
      w tej chwili mamy ogarnięte sprawy prawne.

  8. dARAs
    | Odpowiedz

    Witajcie. Szykuję się na wyprawę Słowacja, Węgry, Rumunia, to ma być mój pierwszy taki wyjazd. Jakie są opłaty za motocykl w tych krajach, jakie ograniczenia prędkości? Czy policja ustawia się z radarami?
    Pozdrawiam dARAs

    • Joki
      |

      Cześć. Z tego co pamiętam to ograniczenia prędkości są w tych krajach takie jak u nas. Nie ma opłat za drogi ekspresowe i krajowe, z autostradami to nie wiem, bo my nie używamy :) Najwięcej policji z radarami widzieliśmy w Słowacji, zaś na Węgrzech i Rumuni prawie wcale.
      Pozdrawiam

  9. pat
    | Odpowiedz

    byliśmy na podobnej wyprawie, z tym że my zahaczyliśmy jeszcze do Bułgarii, Grecji i Albanii. Polecam!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *